Przychodnia weterynaryjna Feniks

Złote oczy naszej Feniksowej Keisinki…

Minęło troszkę czasu, można już napisać o naszej Keince, można opisać wydarzenie, które działo się jakby wielowymiarowo. Pierwszy plan to przestroga dla innych kotów, żeby to, co się z nią stało było dla nich lekcją, że okno uchylne nie nadaje się do ucieczki na kocie pogaduszki.1

Druga strona tej historii, to miłość kotki do swojej opiekunki, w tym przypadku do naszej średniej córki. Córka marzyła o rudym kocie i jak to bywa zazwyczaj z marzeniami zjawiła się w naszym domu ruda, maleńka piękność. Dorosłe koty traktowały naszą malutką jak powietrze. Patrząc na zachowanie starych kocich wyjadaczy miało się wrażenie, że nietaktownym i źle widzianym jest przebywanie w miejscach „skażonych” przez rudaskę. Nie spało się obok niej na fotelu, czy omijało się kolana, na których właśnie mruczała.

7Keisi, takie imię zyskała nasza ruda, po przesympatycznej postaci z bajki o Kubusiu Puchatku  (był to mały ptaszek, którego wychowywał  Królik) nic sobie z tego nie robiła. Biegała za wielkimi kotami i z upodobaniem walczyła jak tygrys z ich ogonami. Wiele radości wniosła swoją maleńką istotą do naszego domu.

4Czas płynął, Keisi rosła i stała się dużą, prawie sześciokilogramową pięknością. Od wczesnej wiosny do późnej jesieni Keinka przebywała w ogródku. Wracała tylko wtedy, kiedy padał deszcz, albo chciała się wyspać porządnie w miękkiej pościeli. W ciepłe dni nie interesował ją dom. Kazała sobie wystawiać jeść do ogródka, bo przecież gdyby wróciła do domu, to mogło ją minąć sporo dziejących się kocich spraw. Dom był przydatny tylko jesienią i zimą i wtedy kotka się wysypiała, wygrzewała a my cieszyliśmy się jej obecnością. Będąc kocim plociuchem włóczyła się po osiedlu, ale zawsze gdy wracaliśmy do domu z najdalszej okolicy biegła przywitać się z nami. Kochała wszystkich domowników swoim małym serduszkiem. Najbardziej oczywiście córkę.
keinka-7
W naszym domu często przebywały różnych gatunków maluchy czekając na adopcję. Keisi brała je pod swoje skrzydła. Matkowała im, bawiła się i wychowywała. Tak dużo miłości i cierpliwości było w tym małym ciałku, że wystarczało dla każdego, kto się na jej drodze pojawił. Nie tylko domownicy byli zakochani w Keince.  Znali ją dobrze klienci przychodzący do Przychodni, bo z podniesionym ogonkiem i mruczeniem witała ich w bramie. Czasem wiła się na pleckach radośnie w promieniach słońca na chodniku przed bramą Przychodni, rozkoszując się dniem. Czasem spała na kontenerach ze śmieciami, czy w doniczkach z kwiatami.

keisiiByła duszą Przychodni. Nieraz trzeba było mówić, że to nasz kot, bo parę razy chciano ją zabrać do domu, a często zatrzymywali się ludzie tylko po to, żeby ją pogłaskać. Dobrocią i złotymi oczami, albo odwrotnie złotymi oczami i dobrocią podbijała ludzkie serca. Jak większość kotów, miała również świat zabawy. Uprawiała szaleńcze biegi od drzewa do drzewa z ogonem wygiętym w łuk, kiedy szło się z naszym psem Bobikiem na spacer. Keisi wbiegała do połowy drzewa, potem szybko zbiegała kryjąc się w krzakach i ponownie wbiegała na drzewo. Udawała, że jej nie ma, by po chwili z całym impetem wyskoczyć z krzaków.  Zawsze było przy tym sporo śmiechu szczególnie patrząc na miny ludzi, którzy mijali tą zwierzęcą ekipę. Keisi i Kotow z Markiem  ( Kotow i Marek to nasze najstarsze koty) zawsze towarzyszyli  Bobikowi jako osobista ochrona, bo on waży tylko 3,70 kg, a i Keisi i Kotow wagą o całe 3 i 4 kg mocno go przewyższali.


keinka-12Bywało też tak, że gdy wychodziliśmy gdzieś dalej od miejsca zamieszkania, trzeba było się wrócić i zamknąć Keisi w domu, bo koniecznie chciała iść tam, gdzie szedł ktoś z domowników. Siedem  lat z nami była, to zarazem bardzo dużo przygód i dni przeplatanych mruczeniem, a z drugiej strony to nic, to tylko siedem lat…Padał deszcz, było bardzo zimno, na podwórku natomiast działo się w kocich sprawach tak dużo, że Keisi nie chciała wrócić do domu. Przeziębiła się. Musiała dostać szlaban na wychodzenie, bo w oskrzelach można rzec grało… Kilka dni wytrzymała w domu, bez uczestniczenia na bieżąco w kocim życiu podwórkowym. W nocy z piątku na sobotę z 2 na 3 września postanowiła ten stan zmienić i kiedy wszyscy domownicy spali chciała uciec oknem uchylnym na kocie plotki. Obudził mnie przerażający miauk. Znalazłam ją wiszącą w uchylonym oknie. Tylne łapki niewładne. Tydzień ratowania, głaskania, kochania, rozmów i proszenia, żeby żyła, bo ma dla kogo, bo wszyscy ją kochają i bez niej świat przestanie być rudy… Niestety wątroba na tyle mocno została uszkodzona, że w piątek 9 września zgasły jej przepiękne złote oczy…
Ruda (291)

Ta historia nie zamknęła się tylko na tym, że pożegnaliśmy Keinkę. O niej piszemy, bo pytacie Państwo gdzie jest… 8 września dzień przed Keinką odeszła nasza Kitka, druga ukochana kotka naszej córki. Umarła po cichu, gasnąc na rękach przytulana i kochana na coś, czego nie można było zdiagnozować, ale Kitka i jej życie, to osobna opowieść, którą kiedyś opisze. Nadmienić trzeba fakt, że kilka dni wcześniej córka miała poważną operację ratującą jej życie, w wyniku której miała anemię i bardzo osłabioną wątrobę. Zgasły dwa jej ukochane koty dzień po dniu. Pracując tyle lat ze zwierzętami wiemy, bo przecież jest na to sporo przykładów  i bardzo w to wierzymy, że z miłości i z miłością zwierze zabiera ze sobą to, co miałoby się przydarzyć ukochanej osobie. Kitka i Keinka teraz rozbawiają pewnie naszą kochaną babcię, albo którąś z innych bliskich nam osób po tamtej stronie nieba. Córka wyzdrowiała. Przyszła pełnia jesieni, a listki z drzew spadają tak cicho, jak cicho kot skrada się na swoich mięciutkich poduszkach tuląc się do policzka kogoś, kogo mocno kocha mrucząc mu do ucha dobry sen…

 

Feniks
Zdjęcia i tekst stanowią własność Przychodni Feniks. Prosimy nie kopiować.

Powrót do góry
Pokaż/schowaj facebooka