Przychodnia weterynaryjna Feniks

Ostoja 4

Do Ostoi trafia wiele gatunków zwierząt w różnej kondycji zdrowotnej. Są takie, które zamieszkują ośrodek na krótki okres czasu, tylko do nabrania siły i wracają na wolność. Są też takie, którym poświęcić trzeba dużo czasu i troski. Kiedy przyjechaliśmy z podarunkami do ośrodka ilość podopiecznych przekraczała 1500 osobników. Nie wszystkie gatunki, które przebywają w ośrodku można było sfotografować w trosce o ich bezpieczeństwo. Nie chcieliśmy ich niepokoić. Pracy w ośrodku jest ogrom. Codziennie rano zwierzęta są ważone, podaje im się leki, karmi i sprząta, a wieczorem robi się to wszystko ponownie. Chodząc po ośrodku jest się szpiegowanym przez różne pary oczy, które z dachów i drzew pilnie obserwują odwiedzających. Z dachów, ponieważ ptaki krukowate na tyle się przywiązały do ośrodka i opiekunów, że wypuszczone na wolność zaadoptowały to miejsce jako własne. Codziennie podjeżdżają samochody z nowymi zwierzętami, telefon interwencyjny dzwoni często. Brakuje rąk do pracy, podopiecznych przybywa, a ośrodek stale się rozrasta. Widzieliśmy podczas odwiedzin bardzo smutne zwierzęta z ich strasznymi historiami, ale i takie, które zdrowe i wesołe niebawem opuszczą Ostoję. Dużo czasu po za klatką Odyna spędziliśmy przy wolierze z kaczkami. Popisywały się przed nami chlapiąc się i ciesząc świeżą wodą. Codziennie rano wodę mają wymienianą. Podobno w wodzie odstanej nie chcą się już chlapać. Dużo jest boćków w ośrodku, ten na zdjęciu jest lżejszym przypadkiem, który zamieszkuje Ostoje. Ośrodki takie jak Ostoja, założona przez Panią Beatę, czy Pogotowie dla Dzikich Zwierząt Pana Jacka są niezbędnie potrzebne, żeby ratować dziko żyjące zwierzęta. Niezwykle ciężka praca, która trwa przez 24 godziny. Wielka chwała dla tych, którzy obrali za swoją drogę życia pomaganie braciom mniejszym. Trzeba mieć stalowe nerwy, bo to praca, która raz powoduje uśmiech, a raz morze łez. Dziękujemy, za gościnę.

Powrót do góry
Pokaż/schowaj facebooka