Przychodnia weterynaryjna Feniks

Opowieści do naszej książki napływają. Jedną z nich chcieliśmy się z Państwem podzielić. Pani Krystyna opowiada…

Pies miał na imię Lobo. Był mieszanką dwóch szlachetnych ras: owczarka niemieckiego i doga. Wysoką sylwetkę z długimi, stojącymi uszami, pokrytą gęstą czarno – podpalaną sierścią, wieńczyła duża, „dogowata” kufa.

Był to pies o łagodnym usposobieniu: kochał ludzi i nawet z mieszkającym po sąsiedzku ratlerkiem dawali sobie „buzi”. Pewnego dnia jednak pojawił się w domu ktoś, kto wzbudził w nim wrogie uczucia.

Opiekunowie Lobo mieli małą córeczkę, która jak wiele małych dziewczynek marzyła o posiadaniu chomiczka. Rodzice spełnili prośbę pociechy i w mieszkaniu zamieszkał nowy, maleńki lokator. Stworzonko od razu zwróciło uwagę Lobo. Całymi godzinami czatował przy terrarium i obserwował chomiczka. Gdy tylko zwierzątko wystawiło ogonek między prętami klatki, pies kłapał zębami, próbując go pochwycić. Wydawało się, że ruchliwy chomik wywołuje prawdziwie agresywne uczucia w wielkim psie.

Chomiczki to urocze stworzenia, ale niestety ich życie nie trwa długo. Po dwóch latach zwierzątko zmarło. Opiekunowie ułożyli małe ciałko w pudełku. Lobo przybiegł i próbował dobrać się do kartonu. Czuł zapach chomika, więc przewrócił pudełko i zajrzał do środka. Już miał złapać zwierzątko zębami, kiedy  nagle zrozumiał, że ono nie żyje. Wtedy zrobił coś, co wprawiło całą rodzinę w prawdziwe osłupienie. Pies położył się, tak, że jego ogromna głowa znalazła się tuż obok kartonu z chomikiem. Leżał cicho, a po jego policzkach spływały łzy.

Właścicielka psa Lobo, Pani Krystyna (nazwisko do wiadomości Przychodni).

Powrót do góry
Pokaż/schowaj facebooka