Przychodnia weterynaryjna Feniks

Miłość dla wytrwałych

Ogłoszenie – szczeniak szuka domu. Szybka decyzja, przyjechałam po niego, zaraz został mi wręcz wepchnięty i właściciel się ulotnił. Tak zostałam czwartym domem 2,5 miesięcznego psiaka. Szybko okazało się, że za kolorowo to z nim nie będzie. Maluch dotychczas musiał nauczyć się co to agresja i na każdą próbę dotyku zaczynał się bronić, a jak wiadomo pies nie boi się ręki bez przyczyny. Ciągłe ataki, próby dominacji i ten niepewny wzrok obserwujący każdy mój krok…
Powoli próbowałam go oswajać, zazwyczaj kończyło się to przytrzymywaniem go na plecach, aż się uspokoi, a całość barwiona była moją krwią, gdy skubany dał radę mnie podrapać lub dziabnąć, a gryźć to on potrafił – złap i szarp, to chyba główna myśl, która została mu po wilczych przodkach. Po tygodniu ciągłych prób powoli traciłam siły, czas więc odwiedzić rodziców – w końcu na wsi może trochę ochłonie. Jakże mylne były moje nadzieje, psi terrorysta szybko zastraszył moją Mamę, tak więc szybko uciekliśmy do siebie. Znów zaczęły się ataki, groźby i powarkiwanie. Krzyki, proszenie, czasami nawet płacz. Przecież nie będę kolejną, która się podda – za dużo już przeszedł…

Punkt zwrotny historii nadszedł niespodziewanie, mały szatan się zatruł i tak zaczęła się nasza historia z Przychodnią Feniks (pozdrawiamy Ciocie!). Brzuch boli, siły do walki nie ma – pierwszy raz dał się wziąć na kolana i siedział nieruchomo, dał się nawet pogłaskać. Po otrzymaniu leków i powrocie do domu – padł, o dziwo obok mnie. Z dnia na dzień z dzikiego wojownika zaczęły powoli wychodzić psie odruchy. Oczywiście były to małe przerywniki w byciu szatanem, jednak zawsze wtedy przypominałam sobie, że potrafi być kochany. Walczyłam dalej…

Historię opisuję leżąc na kanapie z mokrym noskiem opartym o laptopa. Już nie ma mowy o agresji, młody kocha aktualnie wszystkich ludzi, wie też, że gryzienie jest złe, dlatego gdy tylko pojawiają się u niego emocje biegnie po zabawkę i nie wypuszcza jej dopóki się nie uspokoi. Moi znajomi porównując zmiany w jego zachowaniu na przestrzeni 3 miesięcy posądzili mnie o podmienienie psa.  A wyjazd do „dziadków”? Ostatnio nakryłam go tańczącego w salonie z Mamą, na pytanie czy już się nie boi dostał buziaka w nosek, za co podziękował polizaniem w policzek.

Jeszcze przez dłuższy czas (jeśli nie do końca życia) małe blizny na całym ciele będą mi przypominać o naszej walce. Czy było warto? Zrobiłabym to dla niego jeszcze milion razy.

Feniks
Dane autora są wyłącznie do wiadomości Przychodni Feniks.
Tekst publikowany jest za zgodą autora i stanowi własność Przychodni Feniks. Prosimy nie kopiować.

  • Michał

    Piękna historia, należą się słowa uznania dla właścicielki, za wielkie serce, odwagę i wiarę, że wszystkiego można dokonać, jeśli jest się wytrwałym. Oby wiecęj takich ludzi.

Powrót do góry
Pokaż/schowaj facebooka