Przychodnia weterynaryjna Feniks

Leśne Pogotowie

Leśne Pogotowie

Chciałam się z Państwem podzielić wrażeniami z pobytu w Leśnym Pogotowiu w Mikołowie w Nadleśnictwie Katowice. Ośrodek rehabilitacyjny dla zwierząt dziko żyjących prowadzony jest przez pana Jacka Wąsińskiego. Zawieźliśmy tam nasze jeżątka wraz z mamą jeżową, której nadałyśmy wdzięczne imię Kura wynikające z jej „kwoczego usposobienia”. Jeże przejdą tam przystosowanie do życia na wolności. Nauczą się jeść pożywienie, które będą musiały zdobywać w naturze.

LP.LP. (26)

Kiedy przyjechaliśmy z jeżami czekało na nie luksusowe stanowisko wysypane liśćmi dębu i sianem. Liście na potrzeby przebywających tam zwierząt suszone są na miejscu. Maluchy szalały w ściółce, podrzucały liście, zakopywały się w nich popiskując i chrumkając radośnie. W listkach były rozsypane mączniaki, jeżątka nie dość, że miały niesamowitą zabawę, to i jedzenie. Patrzyliśmy na nie z ogromną radością, ale kiedy przyszło rozstać się z nimi nie ukrywam, że troszkę łezki popłynęły. Wykarmialiśmy je od drugiego dnia życia, zasypiały przytulone do naszych dłoni, to trudno byłoby nie przeżyć rozstania. Na Państwa oczach rosły nasze maluchy, bo umieszczaliśmy zdjęcia na bieżąco.
LP. (27)LP. (25)
Wraz z jeżątkami i matką Kurą pojechał do Leśnego Pogotowia jako stały pensjonariusz  jeż zwany Albertem. W kwietniu potrącił go samochód. Został przez nas wyleczony, ale uszkodzenia po wypadku zostały. Albert bez opieki człowieka nie mógłby dalej żyć. Będzie mieszkał na terenie Leśnego Pogotowia  otoczony dyskretną opieką.
Albert (15) Albert (16)

W czasie, kiedy byliśmy gośćmi Pana Jacka samochody podjeżdżały do Pogotowia non stop. Trafiliśmy na moment, kiedy przywożone były głównie ptaszki różnej wielkości. Widzieliśmy między innymi Panią, która podjechała sporym samochodem wyciągnęła kawał odłamanej przez wiatr suchej, grubej, gałęzi drzewa w środku którego było gniazdo z pisklętami. Małą jaskółeczkę przywiozła wraz ze swoim tatą malutka dziewczynka. Bała się oddać ptaszka „wielkiemu panu”, ale kiedy się przekonała, że ten „wielki pan” wziął ptaszka niezwykle delikatnie i oglądał go jak jakiś cenny skarb, to odpuściła zostawiając jaskółeczkę  i uspokojona wróciła do samochodu. Można  byłoby mnożyć przykłady, których byliśmy świadkami w tym dość krótkim czasie.
LP. (3)LP. (2)LP. (1)

Pan Jacek oprowadził nas po terenie. Nie mogliśmy zobaczyć wielu podopiecznych, gdyż tu wszystko funkcjonuje jak w zegarku biologicznym.
W jednym miejscu siedzą ptaki na jajkach i nie wolno tam chodzić, żeby ich nie płoszyć. W innym miejscu nie wolno przechodzić obok wybiegów, bo zwierzęta są przygotowywane do wypuszczenia na wolność i im rzadziej widują ludzi, tym dla nich to jest bezpieczniejsze. Wspaniałe jest to, że Pan Jacek wie dokładnie wszystko o każdym swoim podopiecznym, a przy ilości  142 gatunków, bo w tym czasie tyle ich tam przebywało, to nie lada sztuka.
LP. (18)LP. (17)
Wielka miłość i lata praktyki nauczyły go tego jak obserwować i interpretować zachowania zwierząt. Pan Jacek rozróżnia wydawane przez zwierzęta odgłosy wtedy, kiedy są zaciekawione, kiedy się boją lub coś im dolega. Zna ich ulubione miejsca, smakołyki, zabawy. Przy okazji śledzi na bieżąco losy gatunków zagrożonych wyginięciem i bardzo dużo pracy wkłada w to, żeby odtworzyć ich populację.
LP. (9)LP. (10)

Chodząc po terenie byliśmy pilnie obserwowani przez bardzo wiele oczu. Kaczki  krzyżówki były nami tak bardzo zaciekawione, że przemieszczały się po wybiegu dokładnie tak, żeby nas widzieć. Staliśmy się dla nich super atrakcją. Dwanaście główek jak na sprężynce przekręcało  się  jednocześnie w naszym kierunku. Zabawny to był widok.
Czaple białoszyje popisywały się swoimi głosami do czasu aż włączałam nagrywanie, kiedy podnosiłam telefon do góry zapadała cisza. Wyłączałam telefon i zaczynały się popisy wokalne. Widać wcale nie chciały być popularne.

LP. (19)LP. (11)

Kwoka głuszca z małymi pisklaczkami przeprowadzała je pomiędzy starymi korzeniami drzew. W momencie kiedy zauważyła, że jest obserwowana całą gromadkę swoich maluchów zagoniła pod stary korzeń ukrywając je przed nami i sobą zasłoniła dostęp do nich. Na całe szczęście udało się je obejrzeć w trakcie kiedy biegły na matki rozkaz chowając się przed nami pod stary korzeń. Pan Jacek jest bardzo dumny z tej gromadki, gdyż niezwykle rzadko udaje się głuszce rozmnażać w warunkach hodowlanych.
LP. (13)LP. (12)
Mogliśmy również przez chwilkę i to dosłownie przez chwilkę zobaczyć maleńkie sarenki. Pan Jacek zawołał do nich sarenki, sarenki, a one szybciutko przybiegły. Zobaczyły obcych ludzi i natychmiast się schowały w gęstwinie na wybiegu, ale udało się zrobić jednej z nich zdjęcie. Wołane są w taki sposób na karmienie i teraz też przybiegły myśląc, że dostaną jeść. Potem Pan Jacek do nas powiedział – ojj nie ładnie, oszukałem sarenki, ojjj nie ładnie. Wzruszająca jest taka empatia. Człowiek w jednym rytmie pracujący z naturą. Wszystko ma swoje miejsce i czas. Nie ma tu mowy o chaosie, czy improwizacji. Leśne Pogotowie, to miejsce w którym życie jest na pierwszym planie. Serce skakało do góry patrząc na to wszystko.

LP. (16)LP. (15)
Przechodziliśmy obok mocno zarośniętego wybiegu, Pan Jacek powiedział, że w tym miejscu mieszkają koziołki tych zobaczyć nie wolno było. Podrostki nadają się już do wypuszczenia w las, ale ponieważ trwa sezon polowań na kozły, to czeka aż się skończy i dopiero puści je wolno. Po czym dodał, że nie po to ratował je tyle czasu, żeby ktoś teraz do nich strzelał. Pan Jacek zna nawet okresy polowań. Dba o swoich podopiecznych pod każdym względem.

LP. (21)LP. (23)

Chodząc po terenie Leśnego Pogotowia byliśmy pod wrażeniem warunków jakie tam panują. Wybiegi są zrobione tak że przypominają sposób życia zwierząt w środowisku naturalnym. Woliery dostosowane idealnie do każdego gatunku zwierząt są świetnie zabezpieczone  przed drapieżnikami. Pożywienie zwierzakom serwowane jest nie tylko w miseczkach, ale rozmieszczone w różnych miejscach wolier (np. w konarach drzew, pod liśćmi, w sitowiu i innych miejscach zbliżonych do naturalnych) tak żeby trzeba było się troszkę o nie postarać, poszukać go. Zwierzęta dzięki tym warunkom będą mogły zostać wypuszczone na wolność, gdzie same będą musiały starać się o pożywienie. Pensjonariusze, którzy pozostaną na stałe pod opieką Pana Jacka, mają w wolierach miseczki na jedzenie i pojemniki na wodę,
Leśne Pogotowie to bardzo szczególne miejsce prowadzone przez wspaniałych, kochających zwierzęta ludzi.

LP. (7)LP. (6)
Życzylibyśmy sobie, żeby każde miejsce przeznaczone do ratowania życia, było tak prowadzone jak Leśne Pogotowie w Mikołowie.
Zdjęcia i tekst stanowią własność Przychodni Feniks. Prosimy nie kopiować.

Powrót do góry
Pokaż/schowaj facebooka