Przychodnia weterynaryjna Feniks

Lekcja polskiego – Myszki

Lekcja polskiego

Pracowałam w szkole mieszczącej się w przedwojennym budynku wśród starych drzew i zieleni. Zaczął się właśnie remont szkoły. Uczyłam języka polskiego klasę o profilu biologiczno – chemicznym. Zajęcia odbywały się w pomieszczeniu, gdzie miały być wymienione stare klepki w podłodze z dużymi szparami. Właśnie z zapałem interpretowałam „Nie – Boską Komedię” Krasińskiego, gdy zauważyłam słabe zainteresowanie uczniów tematem lekcji. Zerkali w kąt klasy i wymieniali szeptem uwagi: „Jest jest! O Konstanty i Filomena!”
„Co się dzieje?”pomyślałam, podeszłam do tego kąta i zobaczyłam trzy myszy zajadające z apetytem resztki jedzenia wyraźnie wcześniej dla nich przygotowane.Tego było za wiele! Panicznie bałam się myszy zajadające z apetytem resztki jedzenia
wyraźnie wcześniej dla nich przygotowane.Tego było za wiele! Panicznie bałam się myszy, a właściwie brzydziłam.
„Dyżurni, jesteście odpowiedzialni za to, żeby jutro nie łaziły po klasie żadne gryzonie.Kto to słyszał, żeby myszy biegały po szkole!”
„One się ujawniały w trakcie remontu! Konstanty jest głową rodziny, a Eugenia ma dużo wdzięku. O, jak się ładnie uśmiecha! A Filomena porusza wąsikami, jakoś nie ma apetytu, pewnie się przestraszyła!”
„Przestańcie ludzie! Czy Wy zupełnie straciliście zdrowy rozsądek?” i zaczęłam wykład o szkodnikach, estetyce itp.
„O, pani profesor, bardzo się na pani zawiedliśmy. Myśleliśmy, że pani jest prawdziwą humanistką i jest za ochroną życia, a pani każe nam zabijać zwierzęta i nie ma litości dla biednych myszek! A my jesteśmy biologami i szanujemy życie!”
Po lekcji zeszłam do gabinetu dyrektora i przedstawiłam mu sytuację.
„Pani profesor! Pani myśli, że ja będę myszy łapał w pani klasie?” krzyknął z oburzeniem.
„Ja też nie będę!”odkrzyknęłam i wyszłam.
Ale myszy przestały pojawiać się na moich lekcjach.
Barbara Derlicka

Tekst stanowi własność Przychodni Feniks. Prosimy nie kopiować.

Powrót do góry
Pokaż/schowaj facebooka